Nowości
Elżbieta Rotter - Misja Santa Rosa na Amazonce
Piotr Sużyński - Fundacja "Opoka" (red.) | Aktualne patronaty | 2011-12-13Podczas Mszy św. w Niedzielę Misyjną, 23 października br., w katedrze św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika w Warszawie ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej, abp Henryk Hoser dokonał uroczystego posłania Elżbiety Rotter do pracy misyjnej na Wyspę św. Róży w Peru. Zapraszamy do lektury relacji z Misji Santa Rosa!

Zapraszamy na stronę internetową misji Santa Rosa
Przeczytaj relacje z pobytu Elżbiety Rotter w misji Santa Rosa (pod materiałem video)
W homilii ks. abp Hoser przypomniał o odpowiedzialności wszystkich wierzących za misje. Niedziela Misyjna rozpoczyna Tydzień Misyjny, który jest okazją do szerszego zainteresowania się problematyką głoszenia Ewangelii w świecie.
Elżbieta Rotter doświadczenie misyjne zdobyła już wcześniej w pracy w Meksyku, a następnie w Dyrekcji Krajowej Papieskich Dzieł Misyjnych. Na decyzję wyjazdu do Peru szczególny wpływ miały słowa, które usłyszała podczas pielgrzymki grupy przyszłych misjonarzy z Centrum Formacji Misyjnej do Wilna.
Misja katolicka na wyspie Santa Rosa - należąca do wikariatu apostolskiego San Jose del Amazonas - została założona w 2006 roku. Terytorialnie leży w Peru i graniczy z dwoma innymi państwami: Brazylią i Kolumbią. Przynależy do niej 18 wiosek, w większości położonych wzdłuż brzegów Amazonki. Na terenie misji mieszka ok. 1300 osób. Są to przeważnie Metysi oraz Indianie Ticuna. Brak kapłana na stałe (raz na jakiś czas dociera tu kapłan z Kolumbii) spowodował, że duszpasterstwem zajmują się osoby świeckie. 3 świeckie misjonarki (dwie Peruwianki z Amazonii oraz odpowiedzialna za stację misyjną Polka, Dorota Kozieł z diecezji krakowskiej), a wkrótce dołączy do nich jeszcze jedna Polka, Elżbieta Rotter z diecezji warszawsko- praskiej.
Działania ewangelizacyjne na tym terenie nie należą do łatwych - przemyt narkotyków (duże obszary zasiewów kokainy), przemoc czy nieposzanowanie praw człowieka to szara codzienność, z którą muszą się mierzyć misjonarze. Zakres ich pracy jest bardzo różnorodny. Dwa razy w tygodniu odbywają się nabożeństwa Liturgii Słowa prowadzone przez misjonarki, w czasie których jest możliwość przystąpienia do Komunii Świętej. Misjonarki katechizują, udzielają sakramentu chrztu, a także przygotowują do innych sakramentów. Prowadzą duszpasterstwo rodzin, dzieci, młodzieży, osób chorych i starszych. Odwiedzają należące do misji wioski.
Zapraszamy na stronę internetową misji Santa Rosa
***
Poniżej publikujemy relacje Elżbiety Rotter z pracy misyjnej
Relacja 2.
Kilka słów na temat bieżących wydarzeń
Zaczęło więcej padać. Przybywa wody w Amazonce i z każdym dniem coraz bliżej mamy do portu. Czasami pada przez całą noc. Budzę się i wtedy myślę sobie, czy rano suchą nogą wstanę z łóżka. Zdarza się, że w porze deszczowej zalewa wyspę. Zobaczymy, jak będzie w tym roku. Tymczasem wygląda na to, że wody nam nie zabraknie.
Dziś (18 listopada) mija 2 tygodnie i 2 dni odkąd jestem na wyspie. Dwie niedziele z Mszą Św. i dwie środy z celebracją Słowa Bożego. W ostatnią środę przyszła czwórka dorosłych i garstka dzieci. To są ci najgorliwsi, którzy uczestniczą też w niedzielnej Mszy Św. Ewenementem środowej celebracji była obecność męża pani bardziej zaangażowanej religijnie. Przyszli z dwójką dzieci. To był bardzo radosny akcent tego wieczoru. Nie rezygnują z modlitwy i bycia w Kościele, choć nie mają ślubu kościelnego.
Tutejsza rzeczywistość jest taka, że większość par żyje w związkach niesakramentalnych. To efekt kultury "macho", w której mężczyźnie "wszystko wolno". Wydaje mu się, że wolno mu traktować kobiety jak swoją własność i że może przebierać w nich jak w ulęgałkach. Oczywiście przychodzą na świat dzieci, ale to kobieta bierze na siebie obowiazek ich utrzymania i wychowania.
Nie tak dawno byłam świadkiem historii młodej dziewczyny z dwójką małych dzieci. Uciekła od "męża". Z miasta wróciła na wieś, do rodziców. Miała szczęście, że ją przyjęli. Na wsi trudno o pracę. Załapała się do pilnowania nocami budynku przedszkolnego. Miesięcznie zarabia 300 soli (czyli trochę ponad 100 dolarów). Za taką sumę nie utrzyma dwójki dzieci i siebie. Takich historii jest na pęczki. Społeczeństwo wydaje się być "oswojone" z tego typu sytuacjami i dlatego przyjmuje postawę pasywną wobec wielu przejawów niesprawiedliwości.
Ale - dla równowagi - dodam, że kobietom na pewno nie grozi tu plaga cywilizacji Zachodu,czyli bycie tzw. "singlem". Nie ma szans na styl życia dla siebie. Nie pozwolą jej na to otaczające ją dzieci.
Kiedy tak zastanawiam się nad tymi tutejszymi problemami, to w pierwszej chwili pojawia się poczucie bezradności i świadomość, że zaradzenie im przerasta ludzkie możliwości. Na pewno potrzeba wiele cierpliwości i zrozumienia. Ale sama ludzka dobroć i dobre chęci nie wystarczą. Potrzebna jest łaska, a tę wyprasza się na kolanach. Dlatego - choć przecież teoretycznie o tym wiem - coraz bardziej przekonuję się, jak ważna jest tu modlitwa.
Pozdrawiam i polecam naszą misję modlitwie
Ela
***
Relacja 1.
Przeżyłam ponad tydzień na misji św. Róży.
Warunki bytowe są dość surowe. Naokoło bieda. Tak naprawdę tryb życia tutejszych mieszkańców przypomina raczej koczowanie. Dom to cztery ściany zbite z desek i dach pokryty liśćmi palmowymi. Wyposażenie stanowi łóżko albo hamak, kilka garnków do gotowania, parę talerzy i innych prostych sprzetów kuchennych.
Bardziej zamożni posiadają telewizor. Prąd dostępny jest tylko przez 4 godziny dziennie (od 18 do 22). Wtedy to większość zasiada przed telewizorami. Jaka szkoda, że tak bezmyślnie wpatrują się w małowartościowe programy albo telenowele? To na pewno nie przybliża ich do Boga. Pomódlcie się, proszę, za tutejszych mieszkańców, prawdziwie ubogich, tak materialnie, jak i duchowo.
Z wioski prawie nieustannie dobiega hałas głośnej muzyki z tutejszych barów. Są one plagą wioski. Najbardziej cierpią ci, którzy z nimi sąsiadują. Chyba już nie pamietają, co znaczy spokojny sen. Nie mają siły protestować, bo właściciele barów to tutejsi bossowie, którym lepiej nie wchodzić w drogę.
Wczoraj wyłowiono w tutejszym porcie 4 topielców. Prawdopodobnie są to ofiary narkotykowych porachunków.
Dodam jeszcze, że "bezpieczni" są tu wszyscy, którzy nie mieszają się w uprawę i przemyt narkotyków.
Polecam modlitwie mieszkańców Santa Rosa i pozdrawiam. Ela







